czwartek, 27 stycznia 2011

gdy wędrówka staje się celem

czasem w dwa tygodnie dzieje się więcej niż przez kilka miesięcy.

13 stycznia podjęłam próbę wejścia na Kilimandżaro drogą Machame.

dotarcie do pierwszego obozu, to prawie jak spacer w palmiarni.

było mgliście i deszczowo.
las senecji - tuż przed obozem trzecim.

z każdym dniem zmęczenie dawało się we znaki coraz bardziej.

ale 17 stycznia ok. 7.00 zdobyliśmy szczyt!

w czasie kolejnych dni przyglądaliśmy się zwierzętom,

a one nam :).

podziwiałam lokalne rękodzieło.

przez chwilę mogłam poczuć, jak to jest gdy rytm życia wyznacza przypływ i odpływ.

a do szczęścia potrzeba jedynie butelki wody.

i jeszcze jak kruche i zaskakujące potrafi być życie...
(w drodze do Polski zmarła jedna z uczestniczek wyprawy).
Kasiu, będziemy pamiętać!

5 komentarzy:

kasia | szkieuka pisze...

uo matko!!! powaznie?
niesamowita sprawa, tak to egzotycznie brzmi, no i podobnie wyglada. Niezle osiagniecie.
No i te wszystkie lokalne krafty, sukienki, caly ten folklor... fajnie byloby kiedys zobaczyc :)

Karolcia pisze...

Moja Kochana Wędrowniczka:****

kacha pisze...

o kurcze...wyzwanie powalające- zazdroszczę możliwości takiej i jednocześnie podziwiam za odwagę.
A te krówki sprzed kilku postów - rewelacja (uwielbiam "ciągutki")

"niekiedy" pisze...

dziękuję, dziękuję Kochane.

Titania yng Nghymru pisze...

wow! nie wiedziałam, ze byłas w afryce! i nie pochwaliłas się nawet! :P