wtorek, 4 października 2011

tien-szan - niebiańskie góry

wróciłam z Kirgistanu, który właśnie hucznie świętuje dwudziestolecie powstania republiki.
o tej porze roku powietrze pachnie tam dojrzałymi śliwkami, z których wszystkie chyba panie domu robią konfitury. serwuje się je potem do herbaty na szklanych spodeczkach, na sposób rosyjski, a może trafniej babciny - z ciasteczkami i cukierkami w błyszczących papierkach (również koniecznie w szkle).
  
ale celem wyjazdu były przede wszystkim góry.


ich nazwa wzięła się podobno od tego, że karawany przemierzające jedwabny szlak, dostrzegały jedynie ich wierzchołki zanurzone w chmurach.


pik Karakol "płonie" w zachodzącym słońcu:


 i w chmurach:


nocleg w jurcie - bezcenne!


nie mogłam oderwać oczu od jej filcowych ścian :).


drzewa zachwyciły mnie równie mocno jak ogrom tych gór  :)):


i kolor jeziora Ala-Kul


w Tamdze, nad Issyk Kul odkryłam dwie wielkie mozaikowe ściany. 
(zdjęcia dedykuję Sylwii i Małgosi :))


 


z Biszkeku zapamiętałam ten malutki sklepik z chlebem zaledwie 10 minut od centrum.


bo za jego płotem, na zwykłym miejskim podwórku stał wielbłąd :)


piękny kraj!

5 komentarzy:

Ryszard Grosz pisze...

kapitalna podróż! świetne zdjęcia!!

Małgorzata pisze...

Za dedykację dziękuję - te mozaiki robią wrażenie :)
Zdjęcia fantastyczne, do podziwiania i zapatrzenia się na dłużej. Ale miałaś niesamowitą podróż!

Pozdrawiam serdecznie, Małgo

Karolcia pisze...

cudowna podróż:))) Ściskam:***

Terakotowy Kot pisze...

Piękne zdjęcia i bardzo ciekawa wyprawa. Ja jako etnolog z wykształcenia proooszę o jeszcze więcej zdjęć i informacji (jeśli to możliwe), pozdrawiam ciepło :o)

kasia | szkieuka pisze...

Rety! ale wyprawa! Dawno nie zagladalam, to i nie mialam pojecia, ze sie w takie osobliwe swiaty wybralas :) A ten wielblad rzadzi, i kolor jeziora tez.