niedziela, 1 kwietnia 2012

ceramiczna przygoda z Łucznicą

zaczyna się tak:


a kończy tak:









a po drodze było - jak to w Łucznicy - pięknie, twórczo, miło i spokojnie.





polecam!

5 komentarzy:

Małgorzata pisze...

No to ładnie się zaczęło... i ładnie się skończyło :)) Mi oczywiście ta rybka wpadła w oko (mydelniczka?). Chyba muszę iść na odwyk ;)

Malwina pisze...

Mnie najbardziej przypadła do gustu kolorowa paterka na pomarańcze,bardzo wesoła:)pozdrawiam

"niekiedy" pisze...

witajcie, Kochane. tak Małgosiu - mydelniczka :). udzieliły mi się morskie klimaty :). Malwinko, dziękuję. ucieszyła mnie najbardziej ażurowa miseczka - koszyczek, bo to mój pierwszy ażur chyba :). pozdrawiam Was mocno, ewelina :)

kacha pisze...

zazdroszczę "łucznicowej terapii" - bo ja tam czuję się jak na obozie terapeutycznym, odwyku od cywilizacji i twórczego wyżycia:-) a niestety dawno nie byłam...a przydałoby się:-) Ale do rzeczy - prace cudowne, kolorowe, mydelniczki powalające!!! Pozdrawiam

"niekiedy" pisze...

dziękuję, Kasiu! ja też bardzo lubię tam jeździć - jest jak na wakacjach. i ta cisza. mam nadzieję, że kiedyś się tam spotkamy! ściskam mocno.